ASG Facebook Group |ASG Twitter |ASG Instagram |ASG Pinterest |ASG Flickr |ASG YouTube

Wywiad z Kitty Hart

Kitty Hart Moxon, ocalała z Auschwitz-Birkenau i marszu śmierci do Gross Rosen, udzieliła eksluzywnego wywiadu Auschwitz Study Group na wiele tematów, od swojego pobytu w obozie poczynając do kwestii nauczania kolejnych pokoleń.

Kitty Hart Moxon wraz ze swoją matką przeżyła Holokaust; przeszły one getto w Lublinie, pozorowaną egzekucję, Auschwitz-Birkenau, Gross-Rosen, a także marsz śmierci, który miał miejsce podczas ostrej zimy 1944 roku.

Po swojej wspólnej przeprowadzce do Birmingham w Anglii tuż po wojnie, Kitty była jedną z pierwszych osób nauczających o Zagładzie i została niedawno oznaczona Orderem Imperium Brytyjskiego za zasługi na tym polu. Kity do chwili obecnej pozostaje bardzo aktywna i można ją zobaczyć w kilku filmach dokumentalnych, otoczonej dziećmi i młodzieżą szkolną, a także, w jednym przypadku, neonazistami. 

Nie było żadnej metody na przeżycie Auschwitz. Nie było żadnego wzoru. Tym, którzy przeżyli, udało się to zrobić, bo wyłączyli wszystkie swoje emocje i skupili się na przeżyciu kolejnej minuty, godziny, kolejnego dnia.

Barak 20. w Birkenau, gdzie mieszkała Kitty Hart
Barak 20. w Birkenau, gdzie mieszkała Kitty Hart

Pod koniec 2015 roku skontaktowaliśmy się z Kitty i zapoznaliśmy ją z Auschwitz Study Group. Jako że jednym z głównych jego celów jest zmiana sposobu postrzegania Auschwitz poprzez nauczanie o obszarach, które obóz otaczały – i o tym, że są one dziś tak samo ważne, jak ścisły teren Muzeum. Kitty od razu wyraziła ochotę wsparcia naszej grupy i zaprosiła nas do swojego domu.

„Musieli mnie przekonać do powrotu do Auschwitz w 1978 roku. To miał być mój pierwszy raz. Podróżowałam z moim synem Davidem, który dał mi wsparcie emocjonalne, ale moim największą obawą było to, czy Polacy (polski rząd komunistyczny – przyp.tł.) pozwolą mi wrócić do Anglii. Musiałam się upewnić, być pewna, zanim się zdecydowałam”.

Druga książka Kitty, “Return to Auschwitz” („Powrót do Auschwitz” – nie została wydana w języku polskim) została napisana jako refleksja po jej pierwszej wizycie po wojnie w Polsce; książka ta dała Kitty rozgłos z dnia na dzień.

„Ekipa filmowa była świetna. Dali mi pełną kontrolę nad tym, żeby dokument był dokładnie taki, jaki chciałabym, żeby był. Wszystko to, co widzicie w Birkenau było spontaniczne; nie było tam nic naciąganego”. 

Kitty trafiła do Auschwitz 2 kwietnia 1943 roku razem ze swoją mamą po tym, kiedy zostały aresztowane za używanie fałszywych dokumentów.

„Niemcy byli wściekli, że mogłyśmy pracować przez ten okres czasu, a nie pracowałyśmy. Mój tata zorganizował dokumenty, które potwierdzały, że pracowałyśmy w fabryce IG Farben w Bitterfeld, ale ktoś nas wydał. Zadali nam kilka pytań nim zdecydowali się nas rozstrzelać. Zwołano nawet pluton egzekucyjny, przed którym nas postawiano. Potem zaczęli się głośno i histerycznie śmiać. W końcu dosyć ostro powiedzieli nam, że nasza kara została zamieniona na ciężkie roboty fizyczne”. 

„Po 2-dniowej podróży pociągiem zatrzymaliśmy się nagle na Dworcu Głównym w Oświęcimiu. Moja mama znała te tereny i często odwiedzała stawy przed wojną. Było ciemno, ale widzieliśmy dworzec dosyć dokładnie, kiedy wysiadłyśmy na głównej drodze. Potem przeszliśmy na nogach do Auschwitz I, gdzie część naszego transportu już została. Wiem, że to było Auschwitz I. Pamiętam dosyć dobrze napis Arbeit Macht Frei nad bramą. Po krótkim zatrzymaniu się, ruszyliśmy do Birkenau. Nie mam pojęcia, jak długa była ta droga. Kiedy doszliśmy na miejsce, na zewnątrz robiło się trochę jaśniej”.

Kitty twierdzi, że do obozu weszła przez główną bramę w sektorze B1, niedaleko baraków murowanych w obozie kobiecym. Zasugerowałem jej, że droga, którą najprawdopodobniej przeszła z Auschwitz I, była drogą wiodącą na zachód od elektrowni w Auschwitz, następnie skręcająca w prawo obok złomowiska znajdującego się kilometr na południe od Birkenau. Kiedy zapytałem, czy widziała może maszyny przemysłu ciężkiego na tej drodze, odpowiedziała, że najprawdopodobniej nie. Wynika z tego, że przeszła drogą na północ od Auschwitz I, wiodącą obok dużych fabryk Krupp i DAW.

Wtedy jeszcze nie przeprowadzono selekcji i Kitty wraz z matką zostały wysłane prosto do budynku Sauny, gdzie wydano im odzież obozową. Ostatnim procesem odebrania im cząstek osobowości i człowieczeństwa było wytatuowanie numerów. 

„Dziewczyna, która wydawała nam numery, była w dużym szoku, że pozwolono nam wejść żywym do obozu. Byłyśmy przecież przestępczyniami, a te nigdy nie wchodziły do obozu bez wcześniejszej selekcji”. Powiedziała nam, że jeszcze do nas przyjdzie i postara się nam znaleźć lepszą pracę, na przykład w szpitalu”.

„Pierwszej nocy zrozumiałam, że jeżeli chcę przeżyć, to nie mogę żerować na żywych. Obok mnie leżała Cyganka, która zmarła w środku nocy. Wzięłam jej buty, bo przecież ich już nie potrzebowała. I w ten sposób organizowałam później towary, które pozwoliły nam na zakup dodatkowego jedzenia albo załatwienie sobie odrobinę lepszych warunków pracy”.

„Martwy więzień i tak dostawał swój przydział chleba, więc nie trzeba było kraść go współwięźniom. Za to groziła kara śmierci. Ludzie i tak to robili”. 

Kitty przeżyła kilka miesięcy unikając pracy. Przez jakiś okres czasu ukrywała się śpiąc w dzień i w nocy w bloku 22, w tym czasie zajmowanym przez pracowników fabryki Siemensa. „Było bardzo łatwo stać się niewidzialnym. Byłam mała i nie miałam jakiegoklwiek znaczenia. W obozie bez przerwy znajdowały się tysiące kobiet. Po jakimś czasie stałam się ekspertem w unikaniu wykrycia i niewzbudzania podejrzeń. Rano wstawałam na apel, a później wślizgiwałam się z powrotem do baraku z grupą kobiet wracających z nocnej zmiany. Po drodze zgłaszałam się po swoją porcję jedzenia”.

Obozowe jedzenie

Racje, które przysługiwały Kitty, były skrajnie głodowe. Ale ona twierdzi również, że jedzenie było zatrute: „Miałyśmy jeden mały kawałeczek chleba, który został zrobiony z trocin zmiecionych z podłogii chłodną zupę. Musiałyśmy do tego coś dołożyć, żeby mieć jakąkolwiek szansę przeżycia. Każdego dnia musiałyśmy zorganizować marchewkę lub ziemniaka. Było to możliwe, jeżeli pracowało się poza obozem, tak jak ja przez krótki okres czasu”.

„Jeżeli zjadło się za dużo zupy, można było się zatruć. Wtedy tego nie wiedziałyśmy; fakt ten wyszedł na jaw dopiero po wojnie. Do zupy dodawano rodaj bromku, truciznę działającą powoli, która miała wpływ na funkcjonowanie mózgu. Ludzie, którzy ją pili, byli przytłumieni i przygnębieni. Niestety, nie pamiętam, kto mi o tym powiedział”.

„Bardzo ciężka dieta sprawiła, że kobiety nie miały menstruacji. Cała sytuacja, w której się znajdowałyśmy, pobyt w obozie, był dla organizmu tak stresujący, że po prostu ich nie miałyśmy. Ale z jednej strony, była to dobra rzecz, bo niby jak mogłybyśmy sobie z tym poradzić? Zdałam sobie sprawę, że nie ma czegoś takiego jak wzór na przeżycie Auschwitz. Nie było żadnego wzoru. Tym, którzy przeżyli, udało się to, bo wyłączyli wszystkie swoje emocje i skupili się na przeżyciu kolejnej minuty, godziny, kolejnego dnia. Jeżeli miało się dobrą pracę, to mogło pomóc. Praca pod zadaszeniem też mogła pomóc. Było tyle różnych aspektów, jeżeli chodzi o przeżycie. Ci, którzy pracowali w orkiestrze obozowej mieli dobrą pracę. To było dobre miejsce do przeżycia. Nawet kiedy szanse na przeżycie były minimalnie większe, wciąż umierało tak wielu ludzi. Za wszystko w obozie trzeba było płacić. Żeby dostać odrobinę lepszą pracę, trzeba było zapłacić swoją porcją chleba albo odzieżą”.

Josef Mengele

Minęło kilka miesięcy zanim Kitty udało się dostać pracę w szpitalu obozowym. To właśnie tutaj jej droga skrzyżowała się z osławionym Aniołem Śmierci, doktorem Mengele. Znany był on ze swoich nieludzkich eksperymentów na bliźniętach, które zazwyczaj kończyły się śmiercią obojga z nich.

„Wypracowałam sobie pewien rodzaj zachowania, gdy tylko spotykałam się z doktorem Mengele. Starałam się stać i pozostać niewidzialna. Jak wszycy lekarze w Auschwitz miał swoje obsesje i fantazje. Generalnie wszyscy oni mogli robić to, na co mieli ochotę. Pamiętam, jak doktor Mengele przygotowywał mój blok na zagazowanie. Wszyscy zostali zabici tak po prostu. Kobiety płakały jakby przeczuwały, jaki los je czeka. Jedynymi ocalałymi z tego bloku była obsługa. Często brałam udział w selekcji, jeżeli doktor Mengele miał akurat dyżur. Złapałam tyfus, który z łatwością mógł mnie przecież zabić. Przez całe tygodnie miałam wysoką gorączkę i byłam bardzo słaba, nie wiedziałam, co mam z tym zrobić”.

Pojawiła się możliwość, żeby obsługa obozu została przeniesiona do miejsca nazywanego Kanada. Kanada to taki umowny termin, odnoszący się do całego zatrzęsienia rzeczy zagrabionych ludziom przywiezionym do obozu. Wszystko można było znaleźć w Kanadzie: ciuchy, waluty, złoto i – co chybanajważniejsze – jedzenie.

Komando Kanada

„Moja mama przekonała mnie do podjęcia pracy w Kanadzie. Chociaż istniała duża szansa, że sytuacja obróci się na naszą niekorzyść, widziała ona w tym sposób na poprawę mojej kondycji i zdrowia. Ci z nas, którzy przenieśli się do Kanady, tworzyli część nocnej zmiany i spali na piętrze baraków, gdzie za dnia sortowano zagrabione mienie. Nasz barak znajdował się obok Krematorium IV, tuż po drugiej stronie drutu. Komora gazowa nie była zamaskowana ani ukryta za wysokim murem, więc można było widzieć wszystko to, co się tam działo. Pamiętam doskonale jak ludzi wprowadzano do środka, całymi tysiącami, niekończący się sznur ludzi. Ale jakoś zawsze mieścili się wszyscy. Widziałam jak esesmani opróżniali puszkę gazu do dziury. Płacz zaczął się natychmiast. Nigdy później nie słyszałam w swoim życiu czegoś tak głośnego. Płacz jednak szybko ucichnął. Może mniej niż 10 minut później widziałam członków Sonderkommando, którzy wchodzili do komory gazowej. Z powodu tego wszystkiego, co widziałyśmy, było jasne, że Niemcy często będą nas wymieniać (na nowe więźniarki – przyp. tł.), że będą chcieli się nas pozbyć”.

Railway station in Oświęcim
Stacja kolejowa w Oświęcimiu

Bunt w Auschwitz

Komora gazowa nr 4 była również miejscem jedynego masowego buntu w historii KL Auschwitz. 7 października 1944 przeprowadzono atak na krematoria, a w efekcie wielu różnych zbiegów okoliczności Sonderkommando nie zdołało odpowienio przygotować się do ich stłumienia. Pomimo wszystko udało się wysadzić w powietrze komorę gazową. „W Auschwitz stacjonował pododdział szybkiego reagowania SS. Mógł rozstawić swoje siły wszędzie w obozie w przeciągu kilku minut. Więźniom udało się zabić kilku żołnierzy. Byłam zdziwiona tym, jak bardzo podenerwowani byli esesmani. To była dla nich zupełnie nowa sytuacja. Atak był niespodziewany, a sama idea walczących Żydów była czymś, na co przygotowani byli pod względem technicznym, ale nie psychicznym. Ci dzielni bojownicy dali świadectwo swojemu sprzeciwowi poprzez wysadzenie w powietrze komór gazowych. Ale kiedy opadł już kurz, mieliśmy dużo więcej zmartwień i problemów niż wcześniej. Materiały wybuchowe były zakupione za wartościowe rzeczy wyniesione z Kanady. Esesmani już rozpoczęli egzekucję ludzi zaangażowanych w tę sprawę i wielu innych. Przygotowywałyśmy się na to, co miało wkrótce nastąpić”.

Chociaż wielu więźniów przeżyło Kanadę, Kitty została uratowana przez niesamowity zbieg okoliczności. Jej matka, z którą trafiły razem do Auschwitz 18 miesięcy wcześniej, była szanowaną więźniarką, mówiącą biegle po niemiecku, a to imponowało wielu esesmanom. Została wybrana do transportu do Gross-Rosen, aby pracować w fabryce Telefunken.

Mama Kitty podjęła ryzyko i zaprezentowała się bezpośrednio w obecności Lagerfuhrerea Hosslera i grzecznie, aczkolwiek stanowczo poprosiła, żeby jej córka została oddelegowana z pracy w Kanadzie i dołączyła się do transportu. „Może był on pod wrażeniem tego, że moja mama mówiła tak pięknie po niemiecku. Była też w obozie w strasznych warunkach przez taki długi czas. Naprawdę myślę, że to mogło wzbudzić szacunek. Tak czy siak, wywołano mnie z Kanady i wsadzono do transpotu do Gross-Rosen”. 

KL Gross-Rosen

„Jak się okazało, nigdy nie weszłyśmy do głównego obozu. Gross-Rosen miało około 100 podobozów, a my zostałyśmy przydzielone do Telefunken. Krajobraz wyglądał tak samo jak Auschwitz. Był drut kolczasty i strażnicy, zupełnie tak samo jak wcześniej, ale tym razem nie było komór gazowych. Nasza praca umożliwiała nam przechodzenie przez miasto. Nie widziałyśmy przecież domów i sklepów przez tak długi czas. Głodowałyśmy, a samo wąchanie świeżo upieczonego chleba w piekarni było przyjemnością. Od początków lutego słyszeliśmy wystrzały dział w oddali; z dnia na dzień stawały się one coraz głośniejsze”. 

„Miasto było bardzo ważne dla Niemców i byli gotowi bronić go z całych sił. Mieli w nim wszystko: złoto, skarbiec, pieniądze. Miasto było jak forteca. Mimo wszystkiego, przez co przeszłyśmy, ciągle tliła się w nas iskierka nadziei, że wkrótce zostaniemy wyzwolone. Zamiast wyzwolenia, Niemcy zmusili nas do wymarszu na nogach przez góry”.

Marsz śmierci

„Na początku marszu śmierci miałam nowe buty, które zorganizowałam sobie z Kanady. Pod jego koniec, zupełnie się rozwaliły. Więźniowie, którzy szli zbyt wolno, byli bici na śmierć. Konwojowali nas żołnierze Wermachtu. Czasami można było usłyszeć strzelanie na końcu konwoju. Ci, którzy szli za wolno byli rozstrzeliwani na poboczu. Musiałyśmy także nosić bagaże żołnierzy. Czasami specjalnie otwierałyśmy walizki i wyrzucałyśmy z nich rzeczy, żeby łatwiej można było je nieść. Oni byli zmęczoni tak bardzo jak my, też musieli iść bez celu, byleby jak najdalej od odgłosu dział radzieckich”.

Wyzwolenie i okres powojenny

14 kwietnia 1945 roku Kitty i jej mama zostały wyzwolone przez armię amerykańską. Ich znajomość języków obcych kazała się być bardzo przydatna dla Amerykanów i wkrótce obie zaczęły pracować jako tłumacze. 

„Wyjechałyśmy do Wielkiej Brytanii w 1946 roku. Nie chciałam wracać do Polski albo wyruszyć do Izraela. Moje doświadczenia i przeżycia tak naprawdę nigdy nie opuściły mnie po wojnie. Stały się częścią mnie samej, ale nigdy nie pozwoliłam, żeby przejęły kontrolę nad moim życiem. Moje dzieci wychowywałam w świadomości tego, co mi się przytrafiło. Swoją pierwszą książkę ‘I Am Alive’ („Ja żyję” – książka nie została przetłumaczona na język polski – przyp.tł.) wydałam w 1961 roku, ale aż do 1978 dostawałam mnóstwo wiadomości z nią związanych”. Listy zaadresowane po prostu „Kitty, Birmingham” były wysyłane przez czytelników prawie bez przerwy. „Chyba stałam się kimś w rodzaju celebrytki. Moje dzieci się do tego przyzwyczaiły. Ale nigdy nie opowiadałam im o komorach gazowych. Kiedy dzieci nie chciały jeść, mówiliśmy im, że powinny się cieszyć, że mają co jeść. Wszystko to, co ja miałam w ich wieku, to rozwodniona zupa i czerstwy chleb. Albo jeżeli na przykład nie chciały iść do łóżek, mówiliśmy im, że powinni się cieszyć, że mają łóżko. Pomyślcie tylko, że ja musiałam spać w śniegu z tysiącem innych kobiet”.

„Dałam swoim dzieciom książkę, kiedy miały 13 albo 14 lat. Teraz dużo pracujemy z ludźmi w tym wieku w szkołach i myślę, że to jest dobry moment, żeby rozmawiać o Holokauście. I dzięki temu podejściu do problemu, moje dzieci nie musiały się niczym przejmować, kiedy dorastały. Zdjęliśmy z ich barków odpowiedzialność związaną z wiedzą na ten temat. Miały normalne dzieciństwo. Teraz widzę, że drugie pokolenie (dzieci ludzi ocalałych z Zagłady) mają duże problemy, bo ich rodzice nie chcieli z nimi rozmawiać. Było i ciągle jest sporo kontrowersji związanych z tym, jak <<rozegrać>> ten problem, a ja osobiście myślę, że ukrywanie tego przed własnymi dziećmi jest poważnym błędem”.

„Kiedy spotykam się z młodszymi dziećmi, opowiadam im o <<normalnych>> rzeczach takich jak ubikacje oraz o tym, że mieliśmy bardzo mało jedzenia i snu. Nie opowiadam o komorach gazowych”.

W 2003 roku Kitty została odznaczona Orderem Imperium Brytyjskiego (Officer of the Order of the British Empire – OBE) za zasługi na polu edukacji o Holokauście. 

Ochrona obozowych terenów prowadzona Muzeum

Kitty zawsze była dosyć głośna i nie wstydziła się mówić o swoich uczuciach. Ma dużo zrozumienia dla Muzeum Auschwitz, ale zdaje sobie sprawę z tego, że turystyka związana z Holokaustem może stanowić problem w przyszłości. „Dlaczego ludzie jeżdzą tylko do Auschwitz? Dlaczego nie na Majdanek? Ludzie bardzo skupiają się na Auschwitz, a to może stanowić problem. Zachęca się do zwiedzania Auschwitz I, bo tam wszystko zostało przygotowane do zwiedzania. Nawet przewodnicy nie przepadają za bardzo za odchodzeniem zbyt daleko od Auschwitz I, bo nie wiedzą za dużo o innych jego częściach. Kilka razy sama musiałam oprowadzać grupy w Birkenau właśnie z tego powodu”. 

„Turyści nie chcą zwiedzać Birkenau. Jest za duże i zbyt męczące, a pogoda w zimie nie sprzyja zwiedzaniu. Muzeum nie chce, żeby zwiedzano tereny wokół małego białego domku, dlatego posadzono tam trawę. Ale to właśnie tam można odnaleźć doły z prochami ludzkimi. Kiedy przyjechałam w 1978 roku, okazał się, że nikt wcześniej nawet tam nie zaglądał. Widać było to na pierwszy rzut oka: nie było tam śladów stóp ludzkich. Wszystko było zarośnięte. Od razu poszłam do ludzi pracująch w Muzeum i znalazłam fragmenty kości i prochów ludzkich. Nie, Muzeum nie chce, żeby odkrywano ten obszar”.

„To samo można z resztą powiedzieć o terenie Kanady. Nie tak trudno przecież znaleźć metalowe przedmiote, które zakopane są dosyć płytko. Ludzie ciągle je znajdują tyle dziesiątków lat później; ciągle jest ich jeszcze tak dużo! Skoro i tak wiemy, co się stało, nie widzę powodu, dla którego nie można byłoby przeprowadzić tam prac wykopaliskowych. W przypadku Sobiboru na przykład, nie wiemy aż tak dużo, bo prawie nikt nie przeżył obozu. Po wojnie nic się nie ostało i zachowanie miejsca pamięci dokładnie w takim samym stanie było bardzo ważne, zarówno dla historii, jak i historyków, aby ci mogli udowodnić pewne rzeczy, ludziom, którzy negują istnienie obozów. Ale tak samo jak w przypadku Bełżca, przeprowadzono tam prace archeologiczne, a później wszystko poukładano tak, jak było przed pracami. Właśnie tak powinno być”.

Od wczesnych lat 90. wydano miliony euro, aby zachować Auschwitz I i Auschwitz II Birkenau dla przyszłych pokoleń. Cały projekt podzielony jest na fazy i będzie realizowany w ciągu kilku kolejnych lat. „Przez te wszystkie lata kiedy Polska rządzona była przez komunistów, zachowanie i konserwacja były niemal niemożliwe. Pozostałości na Majdanku są w dużo lepszym stanie ze względu na lepszy klimat i dużo mniejszą wysokość nad poziomem morza”.

Neonaziści

1 grudnia 2015 roku Kitty obchodziła 89 urodziny. Jej energia, dowcip i pasja wydają się nie blaknąć. Sama sobie znajduje zajęcia i ciągle poświęca większość swojego czasu na edukowanie dzieci i prowadzenie wykładów na temat Holokaustu na terenie całego państwa. W 2014 roku Kitty nagrała kolejny film dokumentalny w Auschwitz, w którym brało udział 2 dzieci będących dokładnie w tym samym wieku, w którym Kitty dostała się do obozu. Ale ostatnio stawia ona czoło zupełnie innej sprawie: zaprzeczaniu Holokaustu. „Kilka lat temu zostałam zaproszona przez Kanał 4 (Channel 4), aby nagrać program telewizyjny z udziałem neonazistów. Było ich 3: jeden pochodził ze Szkocji, kolejny z Niemiec i ostatni z Francji. Zgodzili się przyjechać do Auschwitz, żeby nagrać ten program, ale nie wiedzieli, że ja też tam będę. Po upływie zaledwie kilku minut, wyszli. Ich strata. Nie byli przygotowani na spotkanie ze mną. Myśleli, że to miejsce w ogóle nie istnieje. Bardzo starali się wyjść z nagrania wcześniej, ale koniec końców po prostu nas zostawili. Ich strata”.

Denis Avey

Bardziej ciekawy jest fakt, że Kitty jest dużo bardziej sceptyczna do jednego ze współwięźniów. We wcześniejszym wydaniu newslettera Auschwitz Study Group opublikowałem fragment wywiadu z Denisem Avey'em. Avey został złapany i wysłany do obozu jenieckiego dla żołnierzy brytyjskich (obóz miał numer E715), znajdującego się w Monowitz. Ten podobóz jest oddalony o 10 minut od Auschwitz I i Auschwitz II. W 2012 Avey opublikował on książkę ‘The Man who Broke into Auschwitz’ („Człowiek, który wkradł się do Auschwitz” – Denis Avey, Rob Broomy, wyd. Insignis, 2011). Książka spotkała się z dużą krytyką, poddając w wątpliwość to, że miał zamienić się miejscem z żydowskim więźniem, aby zobaczyć na własne oczy Auschwitz. Kitty przeczytała artykuł opublikowany przeze mnie, ale od razu skomentowała go. „Nie ma możliwości, żeby to kiedykolwiek miało miejsce. Kompletne bzdury. Po pierwsze: nie mógłby zmienić swojego ubrania. Nigdy nie był przecież sam. Miał włosy, a Żydom je obcinano. Mówił tylko po angielsku, a niewielu Żydów znało angielski. Przez to wszystko od razu zostałby złapany. Mogę za to poświadczyć. Całkowite kłamstwo”.

„W którymś momencie nasze ścieżki się przecięły. Zaproszono nas na obiad. Spotkałam się z nim na chwilę. Czekał aż wszyscy ludzie umrą, aby opowiedzieć swoją sfabrykowaną historyjkę. Tylko w taki sposób mógł to zrobić. Twierdzi, że miał papierosy, żeby zapłacić nimi temu żydowskiemu więźniowi. Ale gdzie by je trzymał w obozie? Jego pasiak nie miał kieszeni, a w samym obozie nie miał przecież gdzie ich trzymać. Inni więźniowie od razu by mu je ukradli. Mam wrażenie, że Jad Waszem i Muzeum Auschwitz nie wierzą w tą opowieść”.

Spuścizna

Nauczanie o Holokauście w Wielkiej Brytanii bardzo dużo zawdzięcza Kitty i jej poświęceniu w ciągu ostatnich 50 lat. Jest to teraz przedmiot obowiązkowy w szkołach, a wycieczki do obozów organizuje się coraz częściej. „Tak, jestem dumna z tego, że stałam się częścią zmiany programowej. Teraz można studiować Holokaust także na stopniu akadamickim. Czuję się ważnym trybikiem w tej zmianie. Nie tylko zatwierdzam pracę Holocaust Trust, często pomagam im również i prowadzę zajęcia w szkołach i uniwersytetach. Miałam ogromny zaszczyt i zostałam odnzaczona OBE, chociaż wielu ludzi robi dzisiaj dokładnie to samo co ja. Byłam jednak pierwszą z takich osób i myślę, że właśnie to przyczyniło się do wręczenia mi tego orderu. Powiedziano mi, że moja praca zainspirowała przedstawicieli kolejnych pokoleń i ci będą ją kontynuować, a to jest niesamowite uczucie”.

 

Kitty rozmawiała z Auschwitz Study Group 18 grudnia 2015 roku.

Pragniemy wyrazić swoją ogromną wdzięczność za to, że Kitty zaprosiła nas do swojego domu i zechciała podzielić się z nami swoją historią.