ASG Facebook Group |ASG Twitter |ASG Instagram |ASG Pinterest |ASG Flickr |ASG YouTube

Lederfabrik: Straszna historia zapomnianej garbarni Auschwitz

Mieszkańcy Oświęcimia przejeżdżali obok budynku garbarni codziennie, nie wiedząc, jaką rolę odegrała ona w historii ich miasta. Nic w tym dziwnego; garbarnia stała tam od zawsze, zupełnie wtopiła się w otaczający ją krajobraz i przez lata była nieużywana. Ot, kolejny pusty budynek w Oświęcimiu. Dopiero w 2000 roku, kiedy to światowa opinia publiczna dowiedziała się o planach właściciela tego terenu związanych z utworzeniem tam dyskoteki, garbarnia znowu stała się obiektem zainteresowania. Ten budynek był jedną z najważniejszych części kompleksu obozu koncentracyjnego KL Auschwitz, gdzie codziennie pracowali i ginęli więźniowie. Z racji tego, że nie została wcielona w strefę ochronną UNESCO, nikt się nią nie interesował aż do dnia, kiedy właściciel terenu zdecydował się przerobić ten budynek na dyskotekę. W swoim artykule postaram się przybliżyć historię garbarni w Oświęcimiu, aby uświadomić, jak bardzo ignorowane są budynki związane z KL Auschwitz, które nie są częścią obecnego Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau.  

Niewielu ludzi zdaje sobie sprawę z tego, że przed wybuchem drugiej wojny światowej w Oświęcimiu mieszkało bardzo wielu Żydów. W 1921 roku przeprowadzono spis ludności, z którego wynika, że stanowili oni niemal 40% ogółu populacji miasta (4950 z 12187 mieszkańców było pochodzenia żydowskiego). Liczba ta ciągle wzrastała, a w 1939 roku sięgnęła 8200 osób, co stanowiło prawie 60% ludności. Nic więc dziwnego, że ich obecność była bardzo widoczna w przemyśle Oświęcimia. Większość fabryk w mieście należała do Żydów; przemysł garbarski, chemiczny, przetwórczy, budowlany, cementowy oraz alkoholowy znajdowały się całkowicie w ich rękach. Najlepszym przykładem na to, jak dobrze radzili sobie  oświęcimscy Żydzi jest fakt, że ich przedsiębiorstwa były znane nie tylko w całej Polsce, ale również na świecie, jak Fabryka Wódek i Likierów Jakuba Haberfelda czy „Agrochemia” Józefa Schönkera.

Widok na garbarnię w 2006 roku
Widok na garbarnię w 2006 roku
Zdjęcie: Marek Rawecki

Garbarnia należała do żydowskiej rodziny Enochów. Była to dosyć znana i wpływowa rodzina w Oświęcimiu. Hersz Enoch, który założył garbarnię, zasiadał w radzie miasta jako radny. Oprócz tego był właścicielem trzech kamienic i piekarni, zajmował się również piwowarstwem. Przez długi czas był jedynym dostawcą nafty do oświetlania miasta.

W 1897 wraz ze swoimi dziećmi (Jakubem, Józefem i Ekiwą) zdecydował się kupić od miasta działkę, gdzie chciał postawić swój nowy dom. Rok później parter tego domu został przerobiony na garbarnię. Garbarnia „Hersz Enoch i Synowie” była początkowo zaledwie warsztatem rzemieślniczym, gdzie wszelkie prace wykonywano ręcznie. Skóry garbowano w ogromnych kadziach na dziedzińcu. Pierwszym zarejestrowanym pachołkiem garbarskim był Uszer Radomiński. Później zatrudniano także ludzi z Kęt, Chrzanowa, Łodygowic i Myślenic. Z biegiem lat przedsiębiorstwo rozrastało się. W 1907 roku garbarnia Enochów była jedną z największych fabryk w Oświęcimiu. Sezonowo zatrudniano tam od dziesięciu do dwudziestu dodatkowych robotników. 

Po zakończeniu pierwszej wojny światowej, rodzina Enochów zaczęła mieć duże problemy finansowe, których skutkiem była sprzedaż garbarni w 1919 roku. Wykupiła ją Garbarska Spółka z Krakowa. Powołano wtedy też trzech nadzorców: Szymona Sztamberga, Józefa Leinkramera oraz Wolfa Stampego. Był to okres, kiedy fabryka została znacznie zmodernizowana. Zaczęto używać nowych technik. Zatrudniono też wielu nowych robotników (w 1921 roku pracowało tam już 85 osób). W 1927 roku Spółka ogłosiła swoje bankructwo, a nowym właścicielem garbarni stał się Artur Müller, który zdecydował się nadać garbarni nową nazwę – „Soła-Fabryka Skór”. W latach 1930-1932 budynek był dzierżawiony przez Wilhelma Goldsteina i Kurta Jacobi. W 1932 roku garbarnię wykupiła Górnośląska Centrala Skór w Katowicach, która była jej właścicielem aż do wybuchu drugiej wojny światowej. 

Sytuacja ekonomiczna w Polsce lat trzydziestych XX wieku była trudna z wielu powodów. Wielki kryzys polskiego rolnictwa miał ogromny wpływ na inne sfery gospodarki, w tym na przemysł. Straty bardzo szybko zaczęły przerastać zyski. Upadłość ogłosiło 3500 zakładów produkcyjnych. Ciężka sytuacja była również w Oświęcimiu. Brakowało pracy, a ludzie otrzymywali niższe pensje. Zaczynały rozwijać się ruchy robotnicze, które zrzeszały niezadowolonych pracowników.

Franciszek Zemła (urodzony 13 czerwca 1902 roku) pochodził z Oświęcimia. Pracował w garbarni i był jednym z działaczy ruchu robotniczego na jej terenie. Wspomina on:

Od 1924 roku do 1926 roku pracowałem jako robotnik w garbarni w Oświęcimiu, która była prywatną własnością. W 1926 roku zostałem zwolniony z pracy i byłem bezrobotny, gdyż o stałą pracę było wówczas bardzo trudno. W 1927 roku garbarnia przeszła w inne ręce, wówczas znów zostałem w niej zatrudniony. Poznałem tam towarzysza Mariana Czerwińskiego, z którym wspólnie założyliśmy Związek Zawodowy Chemików. Pracowaliśmy 10-12 godzin dziennie. Godzin nadliczbowych nam nie wypłacano, a zarobki były bardzo niskie, wobec tego zorganizowaliśmy strajk, który został przez nas wygrany, ale zwolniono w pracy za udział w strajku towarzysza Mariana Czerwińskiego, przewodniczącego naszego związku.1

Franciszek w czasie drugiej wojny światowej pracował jako robotnik cywilny przy tworzącym się obozie Auschwitz-Birkenau dla Firmy Kluge. Starał się wówczas z innymi robotnikami pomagać więźniom w miarę możliwości, chociaż było to niebezpieczne – esesmani cały czas pilnowali robotników, aby uniemożliwić im kontakty z więźniami. Po zakończeniu wojny, Franciszek pracował przez trzy lata w Zakładach Chemicznych, a następnie ponownie w  garbarni. 

Władze niemieckie podjęły działania wymierzone przeciwko żydowskiej ludności Oświęcimia niemal natychmiast po zajęciu miasta. Wyłączono ich z Rady Miejskiej (która i tak wkrótce została zlikwidowana), wszystkich Żydów powyżej 10 roku życia zobowiązano do noszenia na prawym ramieniu białych opasek z Gwiazdą Dawida. Nie mogli oni uczęszczać do miejsc publicznych, parków i korzystać ze środkow transportu miejskiego. Zabroniono im uczęszczać do szkół, zabrano wszystkie książki i nakazano zamknąć sklepy. Cały majątek przejęły władze niemieckie. Zakłady żydowskie (w tym również zakłady przemysłowe) przekazano Głównemu Zarządowi Powierniczemu Wschód (Haupttreuhandstelle Ost) – miał on wyłączne prawo mianowania i odwoływania zarządców tych zakładów. Były one na ogół przekazywane Niemcom lub osobom, które podpisały Volkslistę. 

Nie zachowały się żadne dokumenty mówiące o tym, w jaki sposób garbarnia przeszła w ręce SS z obozu koncentracyjnego Auschwitz. Wiemy natomiast, że musiało mieć to miejsce dosyć wcześnie, ponieważ z zachowanych relacji wynika, że wysyłano tam do pracy więźniów już z pierwszego transportu, który miał miejsce 14 czerwca 1940 roku. Inni więźniowie twierdzą, że garbarnia zaczęła funkcjonować jako część Auschwitz w 1941 roku. Główne zadanie garbarni nie zmieniło się. Była ona używana przez SS i administrację obozu do takich samych celów, dla których służyła swoim właścielom przed wybuchem drugiej wojny światowej. 

Garbarnia mieściła się poza obozem macierzystym, w pobliżu rzeki Soły, przy drodze wiodącej z Rajska do miasta Oświęcim. Teren garbarni miał kształt kwadratu. Tuż po przekroczeniu bramy wejściowej i przejściu przez szlaban, od lewej strony znajdowała się portiernia, gdzie siedział jeden z esesmanów, kontrolujący wszystkich, którzy chcieli wejść na teren fabryki. Obok położone były warsztaty odzieżowe i biura administracji. Kolejny budynek (tzw. Kanada) pełnił funkcję  suszarni, gdzie suszono wygarbowane skóry. Największa była główna hala produkcyjna, tam też znajdowały się zbiorniki z chemikaliami potrzebnymi do garbowania skór. Latryna położona była między główną halą a warsztatami ślusarskimi. Psiarnia i stajnie dla koni komendanta Hössa znajdowały się po prawej stronie od wejścia. Pośrodku działki stał komin, który niemal bez przerwy pracował – palono w nim wszystko to, co przywiozły ze sobą transporty przychodzące do obozu i co, według nazistów, nie miało większego znaczenia i nie mogło zostać wykorzystane w przyszłości (czyli na przykład pamiątki osobiste więźniów, zdjęcia, pamiętniki oraz odzież, która nie nadawała się już do naprawienia). 

Paweł Żur, więzień Auschwitz numer 1188, był jedną z pierwszych osób skierowanych do pracy w garbarni. Złożył na ten temat obszerną relację w 1967 roku. Tak wspomina wygląd tego budynku i terenu, na którym się znajdował: 

Fabryka otoczona była płotem z desek szczelnie zachodzących na siebie. W górnej częsci ogrodzenia rozciągnięty był drut kolczasty. W narożnikach ogrodzenia /wewnątrz/ stały 4 wieże wartownicze. Tuż za bramą fabryczną, od wewnątrz znajdował się szlaban. Całe komando nosiło wówczas nazwę Kommando Bekleidungswerkstatten. Byli tu zatrudnieni krawcy, szewcy, garbarze, powróźnicy i ślusarze. Przy czym najlepsi krawcy i szewcy – mistrzowie w swoim rzemiośle – pracowali dla oficerów SS i ich rodzin. W warsztatach tych przeprowadzano również reperacje odzieży więźniarskiej. Zreperowaną odzież odwożono z fabryki rolwagą, którą przywożono nam w południe zupę.2

Nie znamy dokładnej liczby więźniów pracujących na terenie garbarni; najprawdopodobniej  było to od 1000 do 1200 osób. Byli oni doporowadzani do Bekleidungswerkstatte Lederfabrik pod eskortą SS. W obozie macierzystym komando zajmowało Blok 14. Funkcję Blockfuhrerschreibera pełnił tam pułkownik Teofil Dziama (numer obozowy 13578), który był jednym z głównych członków ruchu oporu działającego na terenie garbarni. Więźniowie rano otrzymywali swoje śniadanie, obiad przywożono im do garbarni, a po zakończonej pracy wracali do obozu, gdzie dostawali kolację. Komando to uznawane było za stosunkowo dobre; praca pod dachem i możliwość kontaktu z robotnikami cywilnymi sprawiała, że przeżycie było tam łatwiejsze dla więźniów. Jednakże aby dostać się do pracy w garbarni, trzeba było mieć wykształcenie i doświadczenie w takiej pracy; wszyscy ci, którzy oszukiwali, dosyć szybko byli demaskowani i narażani na bicie. 

Leon Murzyn, więzień numer 62850, pracował w Lederfabrik od stycznia 1942 roku do 22 października 1944 roku. Wspomina on:

W garbarni tej pracowało 1200 więźniów w halach garbarskich, stolarskich, szewskich, rymarskich i ślusarskich. Obok fabryki były stajnie  dla koni wierchowych i pociągowych. Ja pracowałem przy koniach wierzchowych. Koni wierzchowych i do bryczek wyjazdowych było 15, a wszystkich koni było w ogóle do 150. Stajnie zamykały czworobok jaki tworzyły budynki fabryczne i ze stajni miałem pełną widocność na podwórze fabryczne. Na podwórzu pracowało bardzo dużo więźniów przy pracach transportowych i porządkowych. Na podwórzu obok stajni odbywała się również segregacja rzeczy więźniów, tj. garderoby i przedmiotów osobistego użytku (walizy, teczki, torby, obuwie).3

W Bekleidungswerkstatte Lederfabrik więźniowie pracowali jako szewcy, krawcy, stolarze, kopyciarze, ślusarze oraz rymarze. Zajmowano się tam skórami zwierząt dostarczanymi do garbarni z różnych podobozów, m.in. z Rajska oraz Harmęż. Ryszard Wiśniewski, więzień Auschwitz numer 2678, który do Auschwitz przybył 15 sierpnia 1940, wspomina: 

Przywożono do nas zwierzęta odebrane ludności okolicznej. Ściągaliśmy z nich skóry, a mięsto gotowaliśmy dla kur w Harmężach. Ściągnięte skóry soliliśmy, zwijaliśmy, numerowaliśmy je i zapisywaliśmy, a w końcu układaliśmy w piwnicy. Potem w większych ilościach wysyłano je. Jeśli chodzi o mięso, które gotowaliśmy, to gorsze partie i kości wysyłaliśmy do Harmęż, a lepsze kawałki i rosół dawaliśmy więźniom.4

Oprócz tego zajmowano się tam również czyszczeniem i reperowaniem mundurów SS oraz odzieżą rodzin esesmanów, naprawiano tam pasiaki więźniarskie i drewniaki oraz magazynowano tam odzież należącą do osób zamordowanych w komorach gazowych, ich rzeczy prywatne oraz obuwie. Więźniowie zajmowali się również zwierzętami, które były trzymane na terenie garbarni, to jest psami i końmi, a przez bardzo krótki czas także norkami, z których chciano robić futra na zamówienie SS.

Jednym z oficerów, który odwiedzał Lederfabrik najczęściej, był komendant obozu Rudolf Höss. Odwiedzał on swoje konie w stajni, którymi zajmował się wykwalifikowany esesman pochodzący z Ukrainy, mówiący po polsku; właśnie w tym języku zwracano się do koni. Rudolf Höss zamawiał tam swoje mundury oraz odzież dla swojej rodziny. Erich Grönke, dawny kapo komanda szewców, który został w pewnym momencie zwolniony z obozu i zatrudniony w garbarni jako pracownik cywilny, był bardzo oddany komendantowi. Tak mówi o tym Adam Dembowski, więzień numer 677, który do Auschwitz przywieziony został pierwszym transportem 14 czerwca 1940:

Erich Grönke był zaprzyjaźniony z Hössem i służalczo mu oddany. W garbarni krawcy szyli mundury dla oficerów SS, a nawięcej dla Hössa i jego rodziny. Czyszczenia i prasowania mundurów dla Hössa pilnował osobiście Grönke. Ja pracowałem w biurze garbarni. Przyjmowałem buty do naprawy, ale tylko oficerów SS, mundury i ubrania do czyszczenia i prasowania, notując na kartce datę odbioru i co należy wykonać. Przyjmowałem zamówienia na specjalnych arkuszach. Odebrane rzeczy osobiście odnosiłem do warsztatów. W razie pilnej potrzeby czekałem w warsztacie na odbiór lub zgłaszałem się w wyznaczonym czasie. (…) Ja często towarzyszyłem Grönkemu, gdy osobiście odwoził do Hössa naprawione buty czy też wyczyszczone mundury, których miał kilka.5

 Jedną z najciemniejszych kart historii garbarni jest fakt, że to właśnie tam suszono włosy kobiet zamordowanych w komorach gazowych, które w przyszłości miały zostać przerobione na filc dla celów przemysłowych. Wytwarzano z nich przędzę włosianą, z której robiono między innymi skarpety dla załóg łodzi podwodnych i pończochy filcowe dla kolejarzy. Oswald Pohl w tajnym rozkazie z 6 sierpnia 1942 roku skierowanym do komendantów obozów koncentracyjnych nakazał gromadzenie włosów więźniów, strzyżonych po przywiezieniu do obozu. Opowiada o tym Karol Bienias, więzień Auschwitz numer 1254, który do obozu został przywieziony transportem 26 czerwca 1940 roku:

W późniejszym okresie przeniesiono nasze komando do garbarni Soła. Tutaj przywożono z Rajska do sortowania i magazynowania różne przedmioty, np. buciki, płaszcze, bieliznę damską, protezy, jak również włosy kobiece. Włosy kobiecie oczyszczaliśmy ze szpilek i innych przedmiotów, rozczesowaliśmy rękami i załadowywaliśmy je do worków, które następnie były wysyłane. Jeden transport około 1500 kilogramów włosów załadowaliśmy na stacji w Oświęcimiu. Dokąd odszedł tego nie pamiętam. Za złe sortowanie włosów otrzymywaliśmy karę chłosty. Następne transporty w zamian celowo opóźnialiśmy.6

Stanisław Głowa, więzień numer 20017, który do Auschwitz został przywieziony transportem 12 sierpnia 1941 roku i od razu został zatrudniony w garbarni wkrótce po przybyciu do obozu w swojej relacji wspomina o tym, że w Lederfabrik obrabiano również ludzką skórę i wytwarzano z niej różne przedmioty. Wspomina:

Znajdująca się w pobliżu garbarnia wyprawiała nagminnie ludzką skórę na damskie torebki. Pamiętam moment, kiedy lekarz nasz kolega obozowy pokazywał mi prezent więźnia zatrudnionego w garbarni, a to wspaniały portfel wykonany z ludzkiej skóry z rodnych części męskich oraz papierośnicę z rodnych części Żyda. Skóra ludzka dobrze wyprawiona jest ładniejszą od skóry kosłowej. Jeden z więźniów, tapicer u jednego oficera Gestapo, ludzką skórą wybijał fotele. Robiono również zabawki dla dzieci niemieckich.7

Do pracy w Lederfabrik skierowano wielu polskich więźniów, którzy przed drugą wojną światową byli słynnymi i utalentowanymi artystami, w szczególności rzeźbiarzami i malarzami. Takie osoby jak Xawery Dunikowski, Mieczysław Kościelniak, Jan Baraś-Komski, Jan Machnowski, Bronisław Czech i Wincenty Gawron pracowali w  garbarni, na początku tworząc swoje dzieła w tajemnicy przed Niemcami. Dopiero później Niemcy zamawiali u nich różne rzeczy, płacąc im za pracę między innymi papierosami i żywnością. Mieli oni swój pokój na piętrze głównej hali garbarni, gdzie pracowali między innymi nad projektami oficjalnych znaków i tablic niemieckich. Dzięki stosunkowo łatwej pracy i dobrym warunkom w garbarni, obóz przeżył Xawery Dunikowski, który w momencie aresztowania był już starszym człowiekiem (miał szećdziesiąt pięć lat) i który na pewno zginąłby w obozie, gdyby nie pomoc kolegów-artystów i obozowego ruchu oporu. 

W garbarni pracowało wielu więźniów, którzy byli reprezentantami różnych zawodów i pochodzili z różnych grup społecznych. Większość z nich była jednak polskimi więźniami politycznymi. Niektórzy bardzo czynnie działali w obozowym ruchu oporu, za co zostali aresztowani i rozstrzelani 11 października 1943 roky (byli to między innymi Teofil Dziama – numer obozowy 13578 - oraz Juliusz Gilewicz – numer 31033 ). Często w garbarni pojawiał się Tomasz Serafiński (Witold Pilecki, numer obozowy 4859). W swoim „Raporcie” wspomina o czasie, w którym tam pracował oraz o próbach zorganizowania tam ruchu oporu. z racji tego, że garbarnia położona była poza tak zwaną Interessengebiet (strefą interesów obozu),  kontakt z ludnością cywilną i przyobozowym ruchem oporu był dużo łatwiejszy; nie trzeba było mieć specjalnych przepustek, aby dostać się w pobliże garbarni. To właśnie tam mieszkańcy Oświęcimia pomagali więźniom poprzez dostarczanie i odbieranie od nich gipsów i listów, ale także zostawianie im leków i jedzenia we wcześniej umówionych miejscach. Robotnicy cywilni również pomagali więźniom – chociaż istniał oficjalny zakaz kontaktowania się z nimi pod karą bycia aresztowanym, nawet esesmani przymykali na to oko.

Czasami esesmani specjalnie prowadzili swoje komanda obok Lederfabrik, aby więźniowie mogli się najeść czy skontaktować z cywilami. Wspomina o tym między innymi Wanda Ojrzańska, więźniarka Auschwitz 45754, która przybyła do Auschwitz 2 czerwca 1943 roku:

Dla mnie to była bardzo ważna fabryka, bo czasem chodziliśmy tam na obiady. Jeśli prowadziła nas Aufseherin, którą udało się przekupić jakimiś rzeczami, to pozwoliła nam wejść na teren fabryki. A chłopcy gotowali dla siebie jakieś zupy i nas częstowali. To były dla mnie najwspanialsze zupy na świecie.8

Niestety, nie wszyscy Niemcy pracujący w Lederfabrik cieszyli się tak dobrą opinią. Najgorszą sławą okrył się kapo Erich Grönke (więzień Auschwitz numer 11), który szybko stał się znany ze swojego okrucieństwa. Został on zwolniony z obozu w 1941 roku, ale zatrudniono go jako cywilnego nadzorcę. Zamieszkał on na terenie fabryki w mieszkaniu służbowym wraz ze swoją żoną i matką, często odwiedzał go ojciec. Więźniowie wspominają jego matkę jako ciepłą osobę, która często im pomagała i niejednkrotnie wstawiała się za nimi u syna. Leon Murzyn tak wyraził się o tym kapo w swoim oświadczeniu:

Grönke bił więźniów nahajem skórzanym, a nadto miał gumę długą na około 70-80 cm. I tą gumą również bił. Gdy nie miał przy sobie ani nahaja, ani gumy, bił tym, czym popadło, tj. stylem od łopaty, lub znalezionym kijem. Bił po całym ciele, także i po głowie, do utraty przytomności bitego więźnia. Wielu więźniów leżących już na ziemi, zbitych kopał i w ten sposób zmuszał do wstania. W kilkudziesięciu wypadkach widziałem, że zbici przez Grönkego więźniowie mimo kopania i cucenia zimną wodą, nie mogli już wstać i nie wstali. Takiego więźnia zostawiano pod murem fabryki aż do apelu po zakończeniu pracy, na apel kładziono go na ziemi w końcu szeregu i po apelu współwięźniowie odnosili go do obozu. (…) Ilość zabitych przez Grönkego i zmarłych z tego powodu więźniów oceniam w okresie od stycznia 1942 do października 1944 na kilkudziesięciu /50-70 więźniów/. Z komanda podlegającego Grönkemu w okresie wymienionym tylko na skutek pobicia i wycieńczenia od 150 do 200 więźniów miesięcznie.9

Wnętrze zrujnowanej i opuszczonej garbarni w 2006 roku
Wnętrze zrujnowanej i opuszczonej garbarni w 2006 roku
Zdjęcie: Marek Rawecki

Lederfabrik przestała funkcjonować 18 stycznia 1945, kiedy to cały obóz był ewakuowany i wyprowadzany w głąb III Rzeszy, a Armia Czerwona zbliżała się szybciej niż przypuszczano. Więźniowie pracujący w garbarni byli odpowiedzialni za transport rzeczy, które z niej wywożono. Karol Bienias wspomina:

18 stycznia 1945 roku kapo Grönke wybrał kilkunastu więźniów z naszego komanda, w tym i mnie. Użyto nas do powożenia końmi. Był to transport składający się z dużej ilości wozów załadowanych przedmiotami pochodzącymi z owego składu w garbarni, kołdry, buty nowe, bielizna i inne. Transport ten prowadzony był przez takie miejscowości jak Wodzisław, Opawa, Jablonice, Karlove Vary do Flossu w Bawarii. W miejscowości Jablonice (Sudety) staliśmy trzy tygodnie i tutaj znalazłem pojedyńcze kartki wyrzucone przez kapo Grönke. W miejscowości Floss odebrano nam transport konny i po kilkudniowym pobycie dołączono nas do transportu pieszego więźniów.10

Po drugiej wojnie światowej garbarnia przeszła w polskie ręce. Pracowała tam głównie dla Zakładów Chemicznych, ale realizowano tam zamówienia także z innych firm (między innymi z Zakładów Obuwia Bata w Chełmku).

W sierpniu 2000 roku opinia publiczna ponownie zwróciła swoje oczy na garbarnię. Było to spowodowane decyzją nowego właściciela terenu, Rafała Waliczka, który zdecydował się otworzyć tam dyskotekę, gdzie mogliby bawić się młodzi ludzie z Oświęcimia. Był on w pełni świadomy historii tego miejsca i roli, jaką Lederfabrik odegrała w kompleksie KL Auschwitz. Swoją decyzję tłumaczył tym, że garbarnia znajduje się poza strefą buforową UNESCO, w której zabronione są jakiekolwiek ingerencje człowieka oraz że oddalona jest ona od głównego obozu o dwa kilometry, więc wybudowanie tam dyskoteki nie jest oznaką braku szacunku dla ofiar. Oprócz tego twierdził, że budynek, który wtedy stał na terenie garbarni, nie był oryginalny. Miał on zostać wyburzony i ponownie odbudowany w 1952 roku, więc tak naprawdę nie miał on nic wspólnego z KL Auschwitz. Jednakże Auschwitz Study Group udało się ustalić, że w 1962 roku budynek znajdujący się na terenie garbarni był oryginalny (fakt ten został potwierdzony przez polskich sędziów, którzy musieli potwierddzić autentyczność zeznań więźniów Auschwitz, które miały zostać wykorzystane w nadchodzących procesach zbrodniarzy nazistowskich). Z całą pewnością można więc stwierdzić, że właściciel kłamał po to, aby uzasadnić swoją niezwykle kontrowersyjną decyzję. 

W tej kwestii wypowiedziało się wiele znanych ludzi, między innymi Władysław Bartoszewski (przewodniczący Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa) i Szymon Wiesenthal, który 10 września 2001 wydał specjalne oświadczenie w tej sprawie: 

Dyskoteka w tak bliskim sąsiedztwie największego cmentarza żydowskiego jest ogromną ujmą, a fakt, że władze Oświęcimia nie chcą nic zrobić w tej sprawie, ponieważ znajduje się ona na prywatnym terenie jest niezwykle zasmucający.11

Czołowi dziennikarze z takich gazet jak New York Times, Newsweek oraz Central Europe Review, a także serwisy informacyjne jak BBC i CCN poświęciły tej sprawie dużo czasu. Nic więc dziwnego, że Rafał Waliczek (właściciel terenu garbarni), pod wpływem nacisków zrezygnował z planu otwarcia tam dyskoteki. 

Postanowiono więc wybudować tam centrum handlowe. Zbigniew Sroczyński, właściciel sieci dyskotek, której filia miała być otwarta w garbarni, wydał specjalne oświadczenie:

Na miejscu dyskoteki zostanie postawione centrum handlowe, na ścianach którego będzie umieszczona specjalna tablica pamiątkowa ku czci ofiar obozu zagłady Auschwitz-Birkenau. Plan ten został zaakceptowany przez władze miejskie, ale także grupy związane z Auschwitz (te same grupy, które nie chciały wybudowania tam dyskoteki).12

W tym samym oświadczeniu Sroczyński mówi o tym, że to właściciel ma prawo decydowania o tym, co powstanie na jego działce, szczególnie, że znajduje się on poza strefą ochronną UNESCO. Twierdził, że mieszkańcy Oświęcimia mają prawo żyć jak normalni ludzie.

The tannery chimney
Komin garbarni
Zdjęcie: Marek Rawecki

Garbarnia została zburzona w 2005 roku, kiedy to określono jej stan jako zły i zagrażający bezpieczeństwu ludzi. Do dzisiaj widoczne są ruiny między innymi komina oraz oryginalne posadzki. Teren ten jest obecnie wykorzystywany przy organizowaniu imprez masowych. 

Jedną z nich jest Life Festival, który organizowany jest w Oświęcimiu od 2010 roku. Główną ideą Festiwalu jest promowanie pokoju i ukazanie innej twarzy Oświęcimia, która nie jest związana z Auschwitz. Organizatorzy Life Festivalu zdecydowali się postawić na terenie garbarni toalety, które udostępnili ludziom biorącycm udział w tym wydarzeniu. Wydaje się, że historia garbarni nie wpisuje się w ideę festiwalu. 

Problem, z którym Oświęcim boryka się od ponad siedemdziesięciu lat, jest związany bezpośrednio z obecnością Auschwitz. Garbarnia była tylko jednym z wielu innych budynków będących częścią obozu, które znajdowały się poza granicami obecnego Muzeum. Z racji tego, że znajdowała się ona poza strefą ochronną UNESCO, Państwowe Muzeum Auschwitz-Birkenau nie czuło się za nią odpowiedzialne i dlatego nie objęło jej jakąkolwiek protekcją. Jest to szczególnie smutne, kiedy uświadomimy sobie, jaką ogromną rolę w systemie KL Auschwitz odegrała garbarnia, nie tylko z powodu tego, że magazynowano tam rzeczy zagrabione osobom zamordowanych w komorach gazowych, ale dlatego, że dla wielu więźniów, którym udało się przeżyć, była ona szczególnie ważnym miejscem. Niejednokrotnie wspominali oni o swoich kolegach, którzy zostali zamordowani na terenie Lederfabrik. Nie wspomina się o nich nawet na symbolicznej tabliczce pamiątkowej, co powinno być powodem do wstydu zarówno dla władz miasta, ale także dla Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau

Iga Bunalska

 

Przypisy

1 Archiwum Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau, Oświadczenie sygnatura 584, Relacja Franciszka Zemły, tom 27, karty 107-113.

2 Tamże, k.172.

3 Archiwum Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau, Oświadczenie sygnatura 176811 , Relacja Leona Murzyna, tom 147, karta 11.

4 Archiwum Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau, Oświadczenie sygnatura 1577, Relacja Ryszarda Wiśniewskiego, tom 72, karty 26 i 27.

5 Archiwum Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau, Oświadczenie sygnatura 1027, Relacja Adama Dembowskiego, tom 48, karty 131 i 132.

6 Archiwum Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau, Oświadczenie sygnatura 4859, Relacja Karola Bieniasa, tom 21, karta 83.

7 Archiwum Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau, Wspomnienia sygnatura 159503 , Relacja Stanisława Głowy, tom 94, karta 158.

8 Archiwum Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau, Wspomnienia sygnatura 177144 , Relacja Wandy Ojrzańskiej, tom 149, karta 63.

9 Archiwum Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau, Oświadczenie sygnatura 176811, Relacja Leona Murzyna, tom 147, karta 11.

10 Archiwum Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau, Oświadczenie sygnatura 4859, Relacja Karola Bieniasa, tom 21, karta 83.

11 R.Cohen, For synagogue next door to Auschwitz, a Theme of Healing at Re-Opening Rights w New York Times. Dostęp na stronie internetowej Auschwitz Jewish Centre w marcu 2007 roku. Tłumaczenie Iga Bunalska.

12 Tamże.