ASG Facebook Group |ASG Twitter |ASG Instagram |ASG Pinterest |ASG Flickr |ASG YouTube

Tschechowitz-Bombensuchenkommando

Oświadczenie Jeno Vamasiego, numer obozowy A-17193

Oświadczenie zostało złożone w 1965 roku. Numer oświadczenia 1421. Do Auschwitz trafił on 29 kwietnia 1944 roku.

Załadowano nas na 2 samochody ciężarowe o napędzie na gaz drzewny. Wyselekcjonowanych było 63 więźniów. Jechaliśmy samochodami dość długo. W lesie, przez który jechaliśmy widziałem skład amunicji.

Po podróży trwającej kilka godzin dojechaliśmy do Czechowic. Tutaj zapowiedział nam Clausen, że będziemy ciężko pracować, ale w zamian za to będziemy dobrze żywieni i będziemy otrzymywać papierosy, a nawet czekoladę. Ku naszemu zdziwieniu wtoczono beczkę piwa, a każdy więzień otrzymał dość dużą szklankę piwa do wypicia. Z wstępnej zapowiedzi Clausena szczególnie utkwiła jego wypowiedź, że nie cierpi tchórzów i kto w pracy stchórzy, ten zostanie rozstrzelany.

Znajdowaliśmy się w Czechowicach – przy przystanku kolejowym do miasta. W budynku mieszczącym się w głębi podwórza została nam przydzielona sala mieszkalna. Więźniowie-Żydzi zajmowali duże pomieszczenie, a kapowie mieszkali w mniejszej Sali. Komenda naszej drużyny roboczej i magazyn żywnościowy mieściły się w budynku dawnej restauracji.

Naszym Kommandoführerem był Rapportführer Clausen, który mieszkał w jednym z pobliskich domów. Wiem o tym, gdyż w wolnym czasie prowadzono grupę więźniów pod ten dom i tam musieli oni dla Clausena śpiewać. 

Komando nasze liczyło łącznie 63 więźniów, z czego 14 to więźniowie funkcyjni (4 pracowało przy zaprowiantowaniu i kuchni,  a 10 osób to kapowie, którzy nadzorowali i popędzali nas w pracy).

W tym czasie wśród nas krążyła niesprawdzona informacja, że na terenie Czechowic wcześniej już pracowały 2 małe grupy Aryjczyków przy wykopywaniu niewypałów bomb lotniczych. Ludzie ci mieli zginąć przy nieprzewidzianych eksplozjach tych bomb. W skład naszego komanda wchodzili Żydzi francuscy, czescy i węgierscy. Żydów czeskich było około 10. Zadaniem naszego komanda było wykopywanie i po odbezpieczeniu – wydobywać niewypały bomb lotniczych, które zrzucone zostały na fabryki leżące na terenie Czechowic, a szczególnie skierowane na rafinerię ropy naftowej. 

Bomby, które nie trafiały do celu, a szczególnie te, które wpadły do moczarów, czy na miękką glebę – nie rozerwały się.

Całe nasze komando dzielono na mniejsze grupy przydzielając każdej z nich odrębne zadanie. Grupa taka liczyła 6-7 więźniów. Dozorowali ją w pracy kapowie, a konwojenci zmieniali się. Nie jest mi wiadomo, dlaczego konwojentów zmieniano. Zależało to może od tego, na którym czy na czyim terenie bombę wykopaliśmy. Wiem, że był brak konwojentów i stąd nasza praca wykonywana była w różnej porze dnia. 

Na terenie Czechowic znaleźliśmy się około 20 sierpnia 1944 roku. Mówiono nam, że na Czechowice padło około 600 bomb. Stosunkowo dużo było niewypałów. W czasie naszej pracy był nalot. Byliśmy wówczas przy pracy w terenie, kiedy zapowiedziano alarm lotniczy. Moją grupę roboczą zapędzono wówczas na teren cegielni i ukryci w dole przeczekaliśmy nalot. 

Kapowie wraz z postami – konwojentami – odnajdowali w terenie miejsca, gdzie upadły niewypały, a następnie prowadzono tam więźniów i przystępowano do odkopywania niewypałów. W trudnym terenie odkopanei bomby zajmowało do 8 godzin pracy dla jednej grupy 6-7 osobowej. W promieniu ponad 2 metrów od miejsca ugrząźnięcia bomby kopaliśmy ziemię odrzucając ją na bok. Tworzył się duzy lej, na którego dnie odkopywano bombę. Vorarbeiter danej grupy musiał – po odkryciu bomby – oczyszcić ją z ziemi. Gdy bomba, a szczególnie jej zapalnik, był odczyszczony wchodził do leja jedyny fachowiec Niemiec, który obejrzał dokładnie zapalnik, a następnie go wykręcał – odbezpieczając bombę. W dole był przy odbezpieczaniu bomby ten artylerzysta oraz Vorarbeiter, a więźniowie dalsi leżeli ukryci za nasypem ziemi. Nie słyszałem, aby przy wykręcaniu bezpiecznika któraś bomba eksplodowała.

Rozbrojoną bombę wynoszono z leja a następnie kapowie odwozili ją do pewnego rodzaju schronu. 

Po zebraniu większej ilosci bomb vorarbeitery i pewna ilość więźniów zatrudniona została przy załadowaniu niewypałów na wagon towarowy.

Wyżywienie więźniów w Czechowicach było lepsze niż w obozie Birkenau. Lepiej mieli przeciętni więźniowie, bo jeśli idzie o kapów, to mieli jeszcze możliwość nawiązania kontaktów z robotnikami cywilnymi z terenu Czechowic. Tymbardziej rygorystycznie odnosili się do nas nie dając nam możliwości zdobycia dodatkowej żywności, czy nawiązania kontaktu. Strawę dla więźniów gotowało 4 więźniów przydzielonych do tej pracy. Esesmani mieli oddzielną kuchnię.