ASG Facebook Group |ASG Twitter |ASG Instagram |ASG Pinterest |ASG Flickr |ASG YouTube

Podobozy przemysłowe

Niemcy nie byliby w stanie wywołać II Wojny Światowej bez wsparcia ze strony narodowych przedsiębiorstw (szczególnie IG Farben) jeszcze przed 1939 rokiem. Na początku XX wieku to właśnie niemieckie firmy chemiczne kontrolowały większość tego rynku i handlu.

Niemiecki przemysł rozwijał się jeszcze bardziej dzięki wybuchowi I Wojny Światowej, szczególnie ten związany z produkcją materiałów wybuchowych i gazów bojowych. Z powodu tego, iż odcięto Niemcy od możliwości importowania chemikaliów, naukowcy skupili się na rozwiązaniach technicznych, które mogłby im je zastąpić. Wynalezienie sposobu na pozyskiwanie amoniaku z powietrza przez naukowców z BASF (Badische Anilin- und Soda-Fabrik) i produkcja prochu umożliwiły Niemcom rywalizację także jeżeli chodzi o zasoby podczas I Wojny Światowej.

Przemysł Niemczech rozrastał się bardzo szybko, co miało okropny wpływ na sytuację gospodarczą w czasie pokoju. Po zakończeniu I Wojny Światowej niektóre fabryki ogłaszały upadłość z dnia na dzień. Lata powojenne były szczególnie trudne dla niemieckiego przemysłu, czego skutkiem była fuzja największych niemieckich firm w 1925 roku. Utworzony w ten sposób konglomerat otrzymał nazwę IG Farbenindustrie Aktiengesellschaft, a jego główne biuro działało we Frankfurcie. IG Farben wkrótce stało się największą firmą tego typu w Europie i czwartą co do wielkości na świecie. Dopiero Czarny Czwartek (załamanie się giełdy na Wall Street) w 1929 roku uniemożliwiło IG Farben dalszy rozwój. Produkcja spadła o 40%. 

Problemy firmy utrzynywały się do początku lat 30., kiedy do władzy doszedł Hitler. Przedtem IF Farben nie miało żadnych kontaktów czy powiązań z NDSAP. Zmieniło się to dopiero po spotkaniu ich przedstawiciela z Hitlerem w 1932 roku.

 

Heinrich Himmler przygląda się planom rozbudowy fabryki IG Farben
Himmler przygląda się planom rozbudowy fabryki IG Farben w 1942 roku

 

Na spotkaniu tym Hitler wyjaśnił, że rozwój tej fabryki jest kluczowy dla jego wizji nowych Niemiec; było to powiązane z jego planem rozbudowy sieci autostrad. Po spotkaniu związek między IG Farben a nazistami znacznie się umocnił. Firma często inwestowała w partię nazistowską, a sami naziści również nie pozostawali dłużni i umożliwiali IG Farben podpisywanie bardzo korzystnych dla niej kontraktów wojskowych, dzięki którym mogli zgłębić tajniki produkcji sztucznej gumy (kauczuku).  Miało to okazać się szczególnie ważne na przełomie 1940 i 1941 roku, kiedy to Niemcy zerwali swoje umowy ze Związkiem Radzieckim. Do tego czasu armia niemiecka w dużym stopniu zależała właśnie od IG Farben, ponieważ dostarczane przez nią surowce umożliwiały Niemcom walkę na dwóch frontach. 

Kilka podobozów zostało założonych w pobliżu niemieckich przedsiębiorstw przemysłowych na Górnym Śląsku i na terenie Czechosłowacji. Zajmowały się one przemysłem chemicznym, mechanicznym, górniczym, elektrycznym oraz stalowym. Do 1943 roku administracja podobozów Auschwitz należała do Auschwitz I (obozu macierzystego), ale od tego roku wszystkie podobozy zajmujące się przemysłem i wydobywnictwem (na przykład kopalnie i kamieniołomy) podlegały pod Auschwitz III Monowitz. 

Taki stan rzeczy został potwierdzony 11 listopada 1943 roku, kiedy to komendantem kompleksu Auschwitz został Obersturmbannführer Arthur Liebehenschel. Obóz podzielono na 3 główne części: Auschwitz I, Auschwitz II Birkenau (któremu podlegały wszystkie podobozy związane z rolnictwem) oraz Auschwitz III Monowitz, któremu podlegały następujące podobozy: Jawischowitz, Neu-Dachs, Fürstengrube, Janinagrube, Golleschau, Eintrachthütte, Sosnowitz i  Lagischa, a także Brünn (położony w Czechosłowacji).

 

 

Stacja kontroli dopływu wody w KL Auschwitz III
Stacja kontroli dopływu wody, gdzie rejestrowano więźniów do KL Auschwitz III
Zdjęcie: Michael Challoner ©

 

SS-Hauptsturmführer Heinrich Schwarz, który do tego momentu pełnił funkcję Schutzhaftlagerführera (szefa więźniarskiej części obozu, zastępcy komendanta obozu w przypadku jego nieobecności), został mianowany komendantem Auschwitz III. Więźniowie ciągle byli narażeni na selekcję, jeżeli byli zbyt słabi lub chorzy. Ci, których wybrano podczas selekcji, byli wysyłani do Birkenau i tam zabijani w komorach gazowych. W niektórych przypadkach byli oni zabijani w miejscu pracy, skąd ich ciała wysyłano do krematoriów w Birkenau. Istniały podobozy, w których wybudowano krematoria, jak na przykład Trzebinia i Blechhammer. Wtedy ciała spalano na miejscu.

Podobóz Fürstengrube utworzony został w 1943 roku w kopalni znajdującej się w miejscowości Wesoła niedaleko Mysłowic. Kopalnia była oddalona około 30 kilometrów od Auschwitz. W lutym 1941 roku IG Farben wykupiło ją, aby wydobywać węgiel potrzebny im do obsługi fabryki w Auschwitz III Monowitz, która właśnie była budowana. Do 1941 roku IG  Farben planowało budowę wielkiego kompleksu przemysłowego, przy czym doskonale zdawali sobie sprawę z tego, że siła ludzka potrzebna do zrealizowania tego planu musi pochodzić właśnie z Auschwitz. Było to również jednoznaczne z kosztami wypłat.

Sam Pivnik, Żyd polskiego pochodzenia, który mieszkał w Będzinie (Zagłębie Dąbrowskie), został wysłany do tego podobozu po selekcji w Birkenau. Tak to wspomina:

Korytarze Fürstengrube były mocno eksploatowane po to, aby wydobyć węgiel potrzebny Monowitz, gdzie można było kontynuować niezbędne procesy chemiczne. IG Farben płaciło 4 marki niemieckie za dzienną pracę niewykwalifikowanego (jak ja) pracownika; 6 za wykwalifikowanego. Tak naprawdę wcale nie dostawaliśmy wypłaty, a nie trzeba było dużo, żeby utrzymać kopalnię. Esesmani myśleli chyba, że mają dostęp do nieskończonej liczby robotników, że każdego z nas można w każdej chwili zastąpić.

Rzeczywiście, liczba robotników była praktycznie nieskończona, ale rotacje osobowe mające miejsce bez przerwy mogły powodować opóźnienia w wydobyciu surowca. Jedyne, czym przejmowało się IG Farben to właśnie problemy z wydobyciem (związane z rosnącym wciąż zapotrzebowaniem na węgiel); dobro więźniów nie miało jakiegokolwiek znaczenia. Poprawa warunków ich życia i pracy była brana pod uwagę tylko wtedy, kiedy nie było już innego wyjścia – czyli wtedy, kiedy zaczynało brakować wykwalifikowanych robotników. Nie istnieją żadne dokumenty potwierdzające to, że IG Farben interesowało się na przykład warunkami, w jakich mieszkali więźniowie, chyba że miały one wpływ na cywilnych robotników tego koncernu. Jedzenie, które dostawali więźniowie Furstengrube było zupełnie niewystarczające, gdy wziąć pod uwagę ciężką pracę. Sam Pivnik wspomina:

(...) ersatz kawę dostawaliśmy na śniadanie. Robiono ją z kaszy jęczmiennej albo żołędzi. Do tego otrzymywaliśmy kromkę chleba i kawałek kiełbasy. Kawę dostawaliśmy drugi raz wieczorem, do tego była zupa z ziemniaków lub rzepy.

IG Farben było firmą, która odniosła największe zyski z pracy niewolniczej podczas wojny, ale oprócz tniej wiele innych przedsiębiorstw budowało swoje fabryki wokół podobozów. W sumie 108 firm pracowało dla IG Farben w Auschwitz III Monowitz. Liczba ta nie zawiera firm związanych z budową osiedla mieszkaniowego dla pracowników IG Farben.

 

Podobozy KL Auschwitz związane z przemysłem niemieckim
Podobozy KL Auschwitz związane z przemysłem niemieckim
Projekt mapy: Michael Challoner ©

 

Podobóz Blechhammer był drugim co do wielkości po Buna Monowitz. Tuż przed ewakuacją obozu we styczniu 1945 znajdowało się tam ponad 4000 Żydów. Podobóz założono 5 kilometrów od przedsiębiorstwa chemicznego Hydrierwerke AG – była to niemiecka firma, która doskonale zdawała sobie sprawę z tego, jak traktowano więźniów i również z tego, że ich zabijano. Kiedy naloty Aliantów się nasiliły, więźniowie zostali zmuszeni do usunięcia niewybuchów znajdujących się wokół fabryki, co skutkowało wieloma ofiarami śmiertelnymi. Były więzień Blechhammer tak opisywał warunki w nim panujące:

Bili nas, kiedy tylko chcieli, bili nas, kiedy byliśmy nadzy. Dla niektórych bicie było mniej bolesne niż żarty o naszych nagich szkieletach, które sobie robili. Skóra przykrywała nam kości i wyglądało to tragikomicznie, więc Niemcy często robili nam zdjęcia, śmiejąc się przy tym do rozpuku. Tak nas torturowali psychicznie. Nie będę nic mówił na temat jedzenia. Było gorsze niż w innych obozach. Ludzie umierali z wycieńczenia, co mówi samo za siebie. Niemcy szczególnie bestialsko zachowywali się w stosunku do Żydów w obozie. Bili nas za byle przewinienie, a czasami bez powodu. Bili nas podczas porannego apelu, bili nas w drodze do pracy, bili nas w drodze z pracy do obozu. Bili nas w kolejce po jedzenie, bili nas, kiedy się myliśmy...

 

 

Kopalnia w Fürstengrube, w czasie wojny należąca do IG Farben
Kopalnia w Fürstengrube, w czasie wojny należąca do IG Farben
Zdjęcie: Michael Challoner ©

 

Warunki mieszkalne w podobozach związanych z przemysłem niemieckim nie różniły się zbytnio od tych panujących w Birkenau, chociaż praca wykonywana przez więźniów była tam bardziej zróżnicowana. Warunki pracy i to, w jaki sposób więźniowie byli traktowani, wyglądały tak samo. Były więzień Buna-Monowitz wspomina: 

Pracowaliśmy bez przerwy. Wszyscy ci, którzy zwolnili tempo chociaż na chwilę, byli strasznie bici. Każdy kapo niósł ze sobą kij od łopaty, aby łatwiej wykonywać niemieckie rozkazy. Byliśmy bici w głowy albo w plecy – gdziekolwiek chcieli.

Ciężka praca i głód sprawiały, że wielu więźniów było załamanych psychicznie i decydowało się popełnić samobójstwo, czasami w najbardziej straszny sposób. Rzucali się na ogrodzenie obozowe będące pod napięciem elektrycznym, wiedząc, że w ten sposób będą umierać długo i powoli. Inni rzucali się pod koła pędzących ciężarówek. W Jawischowitz więźniowie wspominali, że ich koledzy rzucali się do szybów kopalnianych i podcinali sobie gardła. Wygłodniali więźniowie zgadzali się na wyrwanie sobie żywcem złotych zębów, za które mogli kupić sobie dodatkową porcję chleba. To było zbrodnią według regulaminu obozowego; według Niemców, każdy więzień miał obowiązek zgłosić się w takim wypadku do dentysty obozowego, po czym jego złote zęby miały być wysłane do III Rzeszy. Śmierć więźnia była tylko kwestią czasu. Niemieckie przedsiębiorstwa, które były właścicielami kopalni, doskonale zdawały sobie z sytuacji panującej w podobzach. Esesmani wysyłali tam więźniów za karę. Sam Pivnik opisywał, że podobóz Fürstengrube był rodzajem więzienia w więzieniu, a esesmani bez przerwy przypominali więźniom, że zostali tam wysłani za ciężkie przewinienia. Esesmanów nie obchodziła produkcja, a nadzorcy cywilni wcale nie interesowali się więźniami. 

Te ogromne tereny, które należały do niemieckich przedsiębiorstw, są teraz całkowicie ignorowane. Kitty Hart w rozmowie z Auschwitz Study Group w 2015 roku powiedziała:

Bardzo niewielu ludzi zdaje sobie obecnie sprawę, jakie wielkie było Auschwitz, kiedy działało. Ja sama nie zdawałam sobie dobrze z tego sprawy, kiedy wróciłam tam w 1978 roku. Żaden więzień nie mógł przecież przechadzać się swobodnie między poszczególnymi sekcjami obozu i zadawać pytania. Nawet w 1978 roku trudno było pojąć rozmiar Auschwitz; niewiele pozostało z oryginalnego kompleksu obozowego, ale z tego co czytałam i z tego, co udało mi się wywnioskować, łatwiej jest mi teraz to sobie wyobrazić. Z ponad 40 obozami i specjalnie dla Auschwitz wybudowanymi fabrykami, cały kompleks zajmował teren ponad 40 kilometrów kwadratowych.

Oprócz zapotrzebowania i niewątpliwej opłacalności wykorzystywania taniej siły roboczej, jaką byli więźniowie, głównym powodem, dla których ich kierowano do pracy dla niemieckiego przemysłu, była przede wszystkim chęć ich zabicia. Zyski byłyby przecież większe, gdyby tą samą pracę wykonywali wykwalifikowani robotnicy, a pieniądze, które trzeba byłoby im zapłacić, i tak przyczyniłyby się do większych ogólnych zysków. Esesmani wyliczyli koszt utrzymania więźniów w obozie na zaledwie 1/10 tego, co musiały płacić im za więźniów firmy niemieckie. Więźniów obozu wyzyskiwano w ogromnym stopniu. Nawet po śmierci starano się wyciągnąć z nich korzyści. Z tłuszczu ludzkiego robiono mydło, a z prochu – nawóz.